Translate

wtorek, 4 czerwca 2013

Lavera krem do rąk z bio-migdałami i masłem shea .

Dzisiaj się chyba nie rozpiszę. Po prostu polecam.
Przyjazny krem, o delikatnej  wodnistej konsystencji, dobrze nawilża.
Nie klei się, nie brudzi.
Nie zawiera silikonów.
Nie wysusza- a wiele kremów do rąk lubi.
Nie zawiera parafiny.
Niestety kosztuje swoje, koło 20 zł.
Szybko sie wchłania.
Nie jest tłusty, raczej do stosowania w ciągu dnia niż na noc.



Opakowanie jest w złym stanie od noszenia go w torebce- produkt zdenkowany.

sobota, 25 maja 2013

Bublowaty bubel :(

Bubel. Po prostu bubel.
Opakowanie ze ZSK na szminkę. Tanie i badziewne.
Uwielbiam własnorobione szminki, za przewidywalność koloru i jego intensywności. Za skład którego jestem pewna. Za dobry smak, za możliwość wyczarowania kosmetyku o 1 w nocy....

Ale szminka potrzebuje opakowania. Niekoniecznie ładnego. Ale wygodnego, łatwo zamykanego i otwieranego, trwałego.
To czym okazało się złote opakowanie to porażka. Pomijam już to że złoto zeszło, cóż nie wygląda to ładnie ale jest do przeżycia. Gorzej że opakowanie nie zamyka się ale po chwili mamy dwie części opakowania. To nie jest sensowny sposób na transport kosmetyku.

Tu na zdjęciu tylko jedna część ponieważ druga się... połamała :(

Może i noszenie szminki w torebce nie jest najlepszym rozwiązaniem i  na pewno niszczy opakowanie to jeszcze nigdy nie widziałam opakowania w takim stanie.





Jak widziałam na stronie te opakowania nie są juz dostępne, w zamian są inne.  Mama nadzieje że nie takie bublowate.

Minerały jak się do tego zabrać.

Po pierwsze - pędzel. Bez dobrego pędzla nawet nie ma co myśleć o minerałach. Palcami proszku nie nałożymy a jedynie będziemy się w nie wpatrywać i nic z tego nie wyjdzie.

Najlepszy będzie flat top lub kulka.

Po drugie wpatrujemy się w lustro i oceniamy siebie pod względem jasny- ciemny, oraz odcienia ciepły-zimny, różowy- żółty. Dobrze jest też zrobić zdjęcie i ocenić siebie na zdjęciu.

Po trzecie nigdy nie kupujcie pełnych opakowań od razu, swatche w internecie jedynie naprowadzają nas na kolor a minerały na skórze zmieniają się tak indywidualnie że jednak trzeba je dobierać samemu.
Zaczynamy więc od próbek.

A jak dobrać kolor?

Najpierw bierzemy wszystkie próbki i malujemy paseczki na policzku dochodząc do linii żuchwy- ten podkład który "zniknie" to jest nasz kolor.
Ale nadal nie zamawiajcie całego pudełka ale przez kilka dni starajcie się robić makijaż na rożnych kremach.
Co ciekawe w moim przypadku na kremach nawilżających jest ok, na serum podobnie a na tłuściochach zimowych podkład ciemnieje o 2 tony.

Przez kilka dni oceniamy siebie w świetle dziennym, sztucznym w słońcu i cieniu. Pod uwagę musimy wziąć nie tylko kolor ale i trwałość, warzenie się kosmetyku, potencjalne zapychanie, współpracę z reszta kolorówki.

Później jak podkład z próbki spełni wszystkie nasze oczekiwania    możemy zamówić duży słoiczek.


Peeling odsłona kolejna, tym razem z nasion bzu czarnego.

W ZSK lubię fakt że dodają do zamówień próbki. Podoba mi się również to że często dostaję coś zupełnie różnego od reszty zamówionych rzeczy. Dzięki czemu próbuję kosmetyków na których testowanie sama bym sie nie zdecydowała. I tak pewnego dnia przyszedł do mnie ten peeling, który jest po prostu ususzonymi kwiatami bzu.  Drobiny są duże, ( w porównaniu z korundem wręcz ogromne) o różnych kształtach i rozmiarach, jak to w przypadku kwiatów bywa. Pachnie nawet przyjemnie. Działa delikatnie i jest zdecydowanie wygodniejszy niż korund. Nie drapie, nie zostaje na twarzy.

Zdecydowanie polecam.


Korund, czyli delikatne złuszczanie.

Zakupiłam właściwie dlatego że był tani i miał dobre recenzje.
Po czym przeleżał na półce dobre kilka miesięcy. Zniechęciła mnie postać peelingu, pylący proszek, nieprzyjemny w dotyku. W dodatku pierwsze moje użycie było z żelem do mycia twarzy- totalna porażka. Ani nie miałam umytej twarzy anie zrobionego peelingu a drobinki były wszędzie.
Kolejne podejście z olejem, to tez nie było to.
Aż dałam mu ostatnią szansę i zrobiłam mieszankę z żelem hialuronowym. Dopiero to połączenie okazało się być tym czego oczekiwałam.

Produkt daje nam delikatne złuszczanie, nie podrażnia.
Czy ma wady? Oczywiście, trudno usunąć go z twarzy, dlatego najlepiej wykonać go przed prysznicem, tak żeby dać sobie czas i mozliwość usunięcia drobinek z twarzy. Absolutnie nie polecam robić w chwilę po makijażu.

Kosmetyk dobry ale zdecydowanie wolę peeling enzymatyczny z Biochemii Urody.



czwartek, 18 kwietnia 2013

Pogorszenie cery po minerałach.

Temat kontrowersyjny, no bo jak przecież minerały maja poprawiać cerę, nie mieć działania komedogennego i być panaceum na wszystko. 
Cóż nie wszystko pasuje każdemu, nawet minerały.

Co może być przyczyną pogorszenia się cery "przez" minerały:
1. Niedostateczny demakijaż. Kosmetyki mineralne są super, delikatne, naturalne ( w miarę), bez zbędnych dodatków, ale to cały czas są kosmetyki kolorowe i samo umycie twarzy nie wystarczy, demakijaż jest koniecznością. Nieusunięte reszki kosmetyku w połączeniu z naszym sebum dadzą mieszankę wybuchową. 

2. Inne kosmetyki, wiele dziewczyn które zetknęło sie z minerałami w tym samym czasie spotkało się i innymi metodami pielęgnacji czy makijażu i wysyp może być wynikiem OCM czy nowego kremu a niekoniecznie samych minerałów.

3. Aspekt psychologiczny czyli nasze oczekiwania kontra rzeczywistość, część zapychania siedzi w naszej głowie a nie na skórze. Ja zanim zaczęłam świadomą pielęgnacje i makijaż minerałami miałam zanieczyszczoną cerę, tłustą z wieloma niespodziankami mniejszymi lub większymi, ale zawsze. Traktowałam to jak nieprzyjemny stan ale normalny. Zaraz po zmianie pielęgnacji i kolorówki nastąpił szał, znaczna poprawa cery ale i zwiększenie moich oczekiwać teraz każdy pryszcz to niespodzianka, wróg i powód do analizy wszystkiego co na twarz nałożyłam.

4. Może to nie jest kosmetyk dla ciebie? Część minerałów zwłaszcza w formułach kryjących jest kosmetykiem ciężkim, tak samo jak ciężkie dla skóry są wszelakie kamuflaże. I może w połączeniu z twoja skórą i resztą twojej pielęgnacji czy twoim otoczeniem nie będzie tobie sprzyjać.

Organiczny olej z róży


Olej organiczny z róży (ZSK), małe pudełko, które skrywa w sobie żółty olej o charakterystycznym zapachu. Przez ten zapach miałam znaczne opory przed użyciem oleju na twarz. Przez pierwszy tydzień cały czas go czułam na swojej skórze i nie było to przyjemne uczucie.
Stosowałam na noc razem z kwasem hialuronowym .
Niby zwykły olej, z tych droższych na dodatek, nieładnie pachnący.... ale okazał się być moim ukochanym. Razem z innymi produktami, które stosuje świetnie nawilża i natłuszcza skórę, rozjaśnia ją i dodaje blasku- czy raczej pozbawia ziemistego i szarego kolorytu.
Nie jest przesadnie tłusty i nie wysusza skóry, pomaga w gojeniu sie drobnych ranek i jest świetny dla cery dojrzałej i trądzikowej.
Będę stosować regularnie, bo jest to kosmetyk do którego chce się wracać.
Uwaga jest wrażliwy na ciepło, tak że odpada stosowanie w wielu kremach, czy mieszankach do których składniki trzeba podgrzać.
Przechowywać należy go w lodówce.


Ze strony ZSK działanie oleju:
Poprawa elastyczności skóry- zdecydowanie tak.
Zwalnia procesy starzenie- mam nadzieję że tak.
Zmniejsza ilość powstających zmarszczek, hamuje proces starzenia- również chcę w to wierzyć.
Nadaje się także do skóry tłustej o skłonności do trądziku-zdecydowanie tak.


piątek, 12 kwietnia 2013

Odżywka Isana-recenzja


Całość recenzji można od razu podsumować jednym zdaniem: wielkie nic. Rossmann, Isana Hair, Intensiv-Pflege Spülung (Odżywka intensywnie pielegnująca). W dużym opakowaniu- 300 za niewielką cenę. Teoretycznie wychodzi tanio, tylko po co jak z naszymi włosami nie robi NIC, kompletnie nic. Ani nie wygładza, ani nie nawilża, ani nie pomaga w ich rozczesywaniu.
Opakowanie tez jest średnie, o ile na początku jest wygodne to gdy produktu jest mało trudno go wydobyć z opakowania. Cóż zużyłam do końca, głównie jako dodatek do maseczek do włosów z olejami lub laminowania. Można tez się pokusić o mycie nią włosów.
Na pewno nie kupie ponownie.


Wklejam skład i jego zdjęcie : Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Propylene Glycol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Quaternium-87, Panthenol, Niacinamide, Glutamic Acid, Parfum, Alpha-Isomethyl ionone, Phenoxyethanol, Citric Acid, CI 15985.

Moje włosy.

Na pewno łatwiej będzie mi recenzować kosmetyki w odniesieniu do potrzeb moich włosów. Przeciez to co jest dobre dla włosów suchych na przetłuszczających się nie sprawdzi i odwrotnie.

Moje włosy są falowane, z niesamowita skłonnością do puszenia się. Zniszczone przez farbę i rozjaśniacz- już doprowadzone do lepszego stanu.Wysokoporowate. Suche. Obecnie farbowane Khadi z Amla i Jantrophą.

Skóra głowy również jest sucha z dużą tendencja do łupieżu suchego. Niestety nadal wypadają po ciąży i potraktowaniu rozjaśniaczem.


Bardzo lubią się z olejem z pestek winogron, lnianym i z orzechów włoskich, rycynowym odzywkami b/s, żółtkiem, żelatyną, żelem lnianym

A nie lubią z olejem kokosowym- puch i siano, silikonami- przetłuszczona skóra głowy i suche strąki, niektórymi proteinami-keratyna i elastyna,SLS-ami, SleSami i pochodnymi, szamponami przeciwłupieżowymi- łupiez i podrażnienie.

Moja włosowa historia

Nie chciałabym zmieniać bloga w blog włosowy, aż tyle czasu i uwagi moim włosom nie poświęcam i jak znajdę dobry produkt to przy nim zostaję bez dalszego eksperymentowania.

Historia zaczyna się gdzieś w przedszkolu kiedy to moi rodzice zorientowali się że włosy ich dziecka są takie inne, cała rodzina ma włosy proste a ja nie, zamiast grzecznych włosków i ładnej fryzury miałam sianko i włoski sterczące w każdą stronę. Do czasu aż moja babcia, z resztą wielka fanka włosów kręconych stwierdziła że tak dalej być nie może i zarządziła zapuszczanie moich włosów i noszenie przeze mnie dwóch kiteczek.  To był zdecydowanie dobry okres dla moich włosów, dwa ruloniki włosów bez puchu, siana i innych typowych atrakcji dla kręciołków.

Później nastąpiła podstawówka i duży wpływ rówieśników. Dzieci potrafią być okrutne i tępić każdą inność. Małe miasteczko- tu w szkole nawet naśmiewano się z leworęcznych!
Za wszelką cenę usiłowałam się dopasować do standardów i wyglądać jak inne dziewczyny, codziennie miałam rozczesywane włosy, przypominam kręcone włosy!, i wiązane w ciasny warkocz, zabieg długotrwały i bolesny. Kiedy byłam dzieckiem, nie było w sklepach specjalnych szczotek dla włosów kręconych, ser, odżywek i b/s, masek, olejków, i innych był szampon i odżywka do spłukiwania i koniec.
Do czasu aż miałam dość codziennego szarpania moich włosów i postanowiła je skrócić- pierwszy raz u fryzjera i nie wiedziałam że skrócić 5 cm to znaczy skrócić o prawie 20 cm. nie dało się ich związać w kitkę i pierwszy raz poszłam do szkoły w rozpuszczonych włosach, co o dziwo spowodowało dość agresywne zachowanie części nauczycielek, które stwierdziły że zrobiłam sobie trwałą i nie docierało do nich że to są moje naturalne włosy. Przez kilka tygodni do szkoły podpinałam włosy spinkami aż dało się zrobić kitkę.
Byłam wtedy bardzo nieszczęśliwa z tego powodu.

W liceum było już mi było łatwiej dobrze dostępne były produkty do stylizacji włosów. Myłam włosy szamponem, stosowałam odżywkę, nakładałam piankę i zaplatałam w warkocz. Ku przerażaniu rodziców obywałam się bez suszarki, tylko w mokrych włosach szłam spać. Rano miałam całkiem ładne loki. Niestety nie stosowałam pewnie dobranych produktów do moich potrzeb przez co włosy były przesuszone, skalp przetłuszczony i borykałam się z problemem łupieżu. Pewnie miałam też puch i sterczące baby hair, ale pewnie nie zwracałam na to uwagi.

Na studiach postarałam się o to żeby włosy sobie zniszczyć- zaczęłam je farbować, farbami drogeryjnymi. Wreszcie miałam przepiękny kolor, ale przerzedziłam je o połowę. Wtedy też kupiłam pierwszy produkt do włosów kręconych, poczułam się super, wreszcie ktoś wypuścił na rynek produkt dla włosów kręconych. Był to spray z Garniera do stylizacji, ślicznie niwelował puch, obecnie nie jest już dostępny a szkoda.
Potem było produkty Gliss Kur naładowane silikonami, ale dla moich zniszczonych złą pielęgnacją włosów zrobiły wiele dobrego. Kupiłam tez prostownicę, ale po dwóch użyciach stwierdziłam że to bez sensu bo wyglądam dziwnie, chyba się już do loczków przyzwyczaiłam, a i prostowanie zajmuje za dużo czasu.
Trafiłam na dobrego fryzjera, który potrafi ścinać włosy kręcone i przez ładnych parę lat nosiłam krótką fryzurę, która lubiłam.

Było juz w miarę dobrze ale oczywiście musiałam namieszać, po ciąży kiedy to włosy wypadają garściami stwierdziłam że będą wypadały nie ważne co z nimi zrobię więc pofarbowałam je na blond. Moje włosy maja typowy słowiański kolor trzeba było użyć znacznej ilości rozjaśniacza. Nie dość że w blondzie czułam się źle to jeszcze miałam zniszczone włosy.

Cóż trzeba było zająć się dobra pielęgnacją, na szczęście był to już etap kiedy zainteresowałam się składami kosmetyków i pielęgnacja była bardziej świadoma. Zaczęłam od olejowania- włosy wręcz piły olej, do tego odstawiłam silikony, zmieniłam szampon na łagodny, a farbę na henne i zaznajomiłam sie z zasadami CG chociaż nie mam jeszcze zdrowych włosów to wyglądają znacznie lepiej i jestem na dobrej drodze żeby były na prawdę ładne.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Anti-Aging Lifting-Liquid 3in1 Gojibeere z Alverde

Serum z pipetą z Alverde, z dodatkiem kwasu hialuronowego, ekstraktem z jagód goji i granatu.
Produkt porządny, ale nie powala na kolana. Ot zwykłe serum.
Ale zacznijmy od początku. Moja twarz potrzebuje nawilżenia i sam krem czasem wystarczy, problem pojawia się latem kiedy słońce zmusza mnie do stosowania kremu z spf a te są  tłuste lub tępe i owszem chronią przed słońcem ale pozostawiają skórę tłusto-wysuszoną, odwodnioną. Żeby temu zapobiec pod krem stosuje serum, lekkie, wodniste, nawilżające. Zazwyczaj robię je sama z półproduktów, ale nie zawsze mam ochotę i czas na taką zabawę. Również na wyjazd robione kosmetyki się nie sprawdzają. Dlatego szukam czegoś co polubi moja skóra. Co do tego serum mam mieszane uczucia, niby nawilża, ma świetną konsystencję której ja w domu nie uzyskam, a jednak nawilża jakoś nie bardzo a na samym serum nie zrobię makijażu bo kosmetyki kolorowe zwyczajnie odpadają z twarzy.
Mimo małej pojemności jest wydajne i dobrze się je stosuje ma fajne opakowanie, dobry skład, chociaż może to przez ten alkohol tak wysoko nie nawilża tak jak ja bym sobie tego życzyła. Nie wiem czy kupie ponownie, na pewno będę szukać czegoś lepszego  i kręcić swoje sera.


 

 Ingredients
Aqua, Alcohol*, Glycerin, Sodium Lactate, Lysolecithin, Lycium Barbarum Fruit Extract*, Menyanthes Trifoliata Leaf Extract, Punica Granatum Fruit Extract*, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Rhizobian Gum, Citrus Grandis Fruit Extract*, Hippophae Rhamnoides Fruit Extract*, Vitis Vinifera Fruit Extract*, Citric Acid, Lactic Acid, Tartaric Acid, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Citronellol**, Geraniol**
* ingredients from certified organic agriculture
** natural essential oils




Róże mineralne opinia zbiorcza o markach

EDM, Everyday Minerals- najlepsze róże jakie do tej pory miałam, mocno napigmentowane, łatwe w nakładaniu, nie zostawiają smug czy plam, trwałe, nie zmieniają koloru. Po prostu są super. Bigi maja super opakowanie- wygodnie się je nabiera pędzlem.

Annabelle Minerals- miałam jeden róż- pigmentacja dobra, chociaż mniejsza niż w przypadku EDM, również ładnie się nakłada, jest trwały, nie zmienia koloru.

Lilly Lolo- tak jak lubię ich podkłady tak róże omijam z daleka, mam kilka ale nie jestem z nich zadowolona, chociaż kolory są ciekawe to nakładanie jest koszmarne, plamy osypywanie się, zupełnie jakby nie chciały trzymać się policzka. Bigi - opakowanie jest mniejsze przez co nie każdym pędzlem nabiera się je wygodnie.

Amile- na chwile obecna powiem tylko że sa niesamowicie miękkie w dotyku i  średnio napigmentowane.

Alverde- opakowanie podobne wielkością do LL, pigmentacja mocna. Niestety róż który mam zostawia mi smugi i plamy, najsłabszy z róży które miałam.

Podkłady Annabelle Minerals swatche fairest w formule matującej.

Będzie znów narzekanie, zaczniemy od kolorów. Kosmetyki mineralne mają to do siebie że kuszą nas szeroka gamą kolorystyczną oraz odcieniami. W przypadku AM oczekiwałam sytuacji podobnej. A tu zaskoczenie podkłady fairest czyli w założeniu te najjaśniejsze okazały sie być dla mnie delikatnie za ciemne, owszem mamy zimę i za chwilę sie opalę, ale jednak nazwa fairest zobowiązuje.

Krycie: całkiem niezłe, najlepsze za wszystkich minerałów jakich uzywałam.
Trwałość: ok.
Wady: warzą sie na twarzy przeokropnie, w zamian za krycie otrzymujemy ciastowaty wygląd. Zdecydowanie nie dla mnie. ( Jestem w mniejszości, u wielu osób zachowuja sie na twarzy grzecznie).
A szkoda bo to polskie, tanie kosmetyki.

Podkłady dostępne w trzech formułach: rozświetlającej, matującej i kryjącej.
oraz trzech odcieniach beige, golden i natural.

Poniżej swatche golden fairest w formule matującej.





Róże Anabelle Minerals i Everyday Minerals- pomarańczowe, swatche.

Swatche trzech róży: od góry do dołu i od lewej do prawej
ALL Smiles EDM
Nude AM
oraz Trully Tiger EDM


Niestety zakupy nieudane, w żadnym z tych przypadków nie trafiłam z kolorem. Dlatego ponarzekam:
All Smiles to rozkruszona cegła, ciepły pomarańczowy bez innych podtonów, bez drobinek. Róż mocno napigmentowany. Dobrze się nakłada, nie robi smug czy plam. Może będzie pasował osobie o jasnej cerze z ciepłymi podtonami? W każdym razie na pewno nie jest dla mnie.
Nude neutralny, brudny róż, dobry do codziennego makijażu ale nie dla bladziochów, wyglądałam w nim trochę na chorą trochę na przybrudzoną. Na pewno docenią go opalone dziewczyny.
Trully Tiger pomarańczka znacznie ciemniejsza niż all smiles, jak każdy inny róż z EDM świetnie napigmentowany, trwały łatwy w obsłudze. Ale nie wiem komu ten kolor będzie pasował.






















Uwaga bubel- Logodent, Bio-Minze Zahngel


 Niestety natknęłam się na ten bubel, a miało byc tak pięknie. Eko pasta do zębów, bez fluoru, która dodatkowo po rozcieńczeniu może służyć jak płyn do płukania ust.

Produkt ma zapach miętowy, ale mięty z goryczką i/lub dodatkiem taniego płynu do mycia podłóg. Ale nie o zapach się rozchodzi ale o smak, który jest tak paskudny ze pasty użyłam raz. Nie wiem czy wolałabym mieć nieumyte żeby czy myc je ta pastą. Po prostu tragedia. Takie drobiazgi jak mazista konsystencja czy niezbyt wygodne dozowanie nie wpływają już na moją ocenę.
Smak całkowicie zabił moją chęć do testowania eko past do zębów.

Hydrolat z kwiatu kocanki

Hydrolat jest to produkt powstający niejako przy okazji wytwarzania innych produktów z roślin. Powstaje w procesie destylacji całych roślin lub ich części.
Przez długi czas uważałam że działanie hydrolatów to tylko pusta obietnica producentów i tak na prawdę hydrolaty niczym sie pomiędzy sobą nie różnią. Jest to po prostu woda, przezroczysta lub lekko żółtawa o roślinnym zapachu. Głupota! Hydrolaty różnią sie pomiędzy sobą tak jak różnią się kremy, balsamy czy inne produkty kosmetyczne, jedne z nich pokochałam, inne są mi obojętne a niektóre zrobiły mi krzywdę.
Tym postem zaczynam dzielenie się moimi opiniami o poszczególnych hydrolatach.

Jako pierwszy: Ekologiczny hydrolat z kwiatu kocanki ze strony mazidła.com Sprzedawany w butelce z ciemnego szkła- lubię takie opakowanie, dzięki temu nie martwię sie o wpływ światła na produkt.
 Najpierw teoria: przeznaczony dla cery naczyńkowej, zaczerwienionej, podrażnionej z trądzikiem. Czyli krótko mówiąc trudnej cery bo z jednej strony trądzikowa i zanieczyszczona a z drugiej naczyńkowa i zaczerwieniona.
Hydrolat ma mieć działanie regenerujące, zabliźniające gojące, zmniejszające naczyńka, antyseptyczne, przeciwzapalne.
Brzmi super, prawda?

Zacznijmy od tego że ten hydrolat śmierdzi, owszem możemy to nazwać charakterystycznym zapachem, ale jest to zwyczajny śmierdziuch. Moim zdaniem
pod tym względem jest najgorszy wśród hydrolatów. Również z większych wad: nie nawilża, a wręczy wysusza skórę.

A teraz pozytywy: Bardzo ładnie radzi sobie z czerwonymi polikami, również korzystnie wpływa na trądzik.
Tu obietnice producenta pokrywają się z rzeczywistością ( nikt nie obiecuje nawilżenia),
Stosuję go falami przez kilka tygodni jako tonik 2-3 razy w tygodniu a później odstawiam, niestety zarówno zapach jak i wysuszenie są dla mnie nie do przeskoczenia.


A do czego można użyć hydrolatu?
Samodzielnie jako tonik do przywrócenia pH po umyciu twarzy.
Jako bazę dla toniku z użyciem innych półproduktów.
Jako bazę do serum czy kremu.
Jako podstawowy składnik mgiełek do ciała i włosów.
i pewnie znalazły by sie jeszcze ciekawe zastosowania tego produktu.

Peeling ze skały wulkanicznej, czyli coś dla wrażliwców.

 Peeling mechaniczny który składa się z drobno zmielonej skały wulkanicznej. W rzeczywistości jest bardzo drobno zmielony i nie ma w sobie drobinek jak wszystkie inne znane mi peelingi mechaniczne ale jest to raczej pył, w dotyku przypomina mąkę lub cukier puder. Wyjątkowo delikatny. Niestety to co dla jednych jest zaletą dla innych wadą, moja skóra nie jest aż tak delikatna żebym musiała używać tego peelingu, jak dla mnie zakup okazał sie nietrafiony. Ściera za delikatnie i za słabo, raczej do częstego stosowania, do maseczek peelingujących i dla bardzo wymagających cer, wrażliwych, naczynkowych, przesuszonych i kapryśnych.
 Produkt jest bezzapachowy co jest również jego zaletą. Cena jest niska a wydajność wysoka, mimo częstego stosowania. Teraz wiem ze kupiłam go za dużo.  Na pewno nie kupie go ponownie, mimo ze jest to dobry kosmetyk, ale nie dla mnie.


piątek, 15 marca 2013

Gdzie sa brudne pędzle, tam jest zycie, duzo zycia..

małego, wręcz mikro, żyjątka które tylko czają się żeby zaatakować naszą skórę i spowodować wysyp niespodzianek. Ze strachem oglądam filmiki na YT gdzie dziewczyny malują się pędzlami z resztkami podkładu sprzed kilku dni.... straszne.

Owszem inne zasady obowiązują wizażystki, które malują różne osoby, a inne nas kiedy malujemy tylko siebie. Osobiście wszystkich pędzli niestety nie myję codziennie, z braku czasu i zwykłego lenistwa. Ale to co robię:
Używam jedynie kosmetyków mineralnych, które są suche dlatego pędzel do podkładu i pudru myję raz, dwa razy w tygodniu, podobnie jak pędzel do różu i bronzera, przy płynnych kosmetykach lepiej czyścic codziennie. Pędzle do oczy myję po każdym użyciu.

Są dwie metody mycia pędzli: szamponem dla dzieci, zastosować zwykłą kąpiel  pianą. Lub z zastosowaniem płynu do mycia pędzli albo gotowego albo samorobionego. Na szmatke z mikrofibry i pędzel psikam odrobinę płynu do mycia pędzli i delikatnie przecieram pędzlem po szmatce, tak długo aż będzie on czysty. Dzięki zawartości alkoholu płyn poza myciem odkaża.
A jak robię swój płyn do pędzli:

wtorek, 5 lutego 2013

Oleje, na dziś olej z róży organiczny ze ZSK

Według opisu ze strony sklepu: olej pochodzi z owoców  dzikiej róży Rosa Canina z Chile.
Ma  żółtawye zabarwieniu i intensywnym charakteryztycznym zapachu. Jest olejem wrażliwym na ciepło. Nie wolno go podgrzewać!
Tu pojawia się mojapierwsza uwaga do tego oleju, on nie ma charakterystycznego zapachu on ŚMIERDZI. Co prawda wraz z czasem stosowania przyzwyczajamy się do zapachu, ale gdy otworzyłam go po raz pierwszy odrzuciło mnie od niego, po prostu.


W teorii olej z róży wpływa na poprawę elastyczności skóry, ułatwia regenerację komórek, zwalnia procesy starzenia skóry. Bardzo bym chciała w to wierzyć, jednak nie mamy mozliwości sprawdzenia działania przeciwstarzeniowego. Jednak to właśnie wyciągi i oleje z róży sa stosowane w produktach anty aging.

Co wiecej olej ten jest polecany do skory dojrzałej, wrażliwej i ze skłonnościa do trądziku czyli bardzo problematycznej i faktycznie u osób z takimi problemami sie sprawdza.

Cena nie jest najniższa, ale stosowany jedynie do pielęgnaci twarzy jest bardzo wydajny i starcza na długo. Nie dolewam go do OCM, gdzie stosuje tańsze oleje, nie kładę go też na włosy. Najczęściej stosuje wieczorem 2-3 krople na twarz, taka ilość na prawdę wystarczy na wmasowanie go w całą twarz i szyję.
Uwaga ostrożnie stosuję w okolicy oczu bo potrafi migrować i powodowac lekkie szczypanie.

Żel aloesowy, kosmetyk uniwersalny.

Żel aloesowy to tani prosty do wykonania kosmetyk wyjatkowo uniwersalny, dobry jako krem nawilżajacy, chociaz sie troche klei, za to minerały trzymaja sie na nim cały dzień. Ale sa to zastosowania hmm poboczne, podobnie jak żel do włosów, nawilża je ale skret ładniejszy jest po zeli z siemienia lnianego.
Prawdziwym zastosowaniem aloesu jest łagodzenie. Jak przesadzimy z peelingiem, jak zastosujemy uczulajacy nas kosmetyk, jak spalimy sie na słońcu czy wreszcie po depilacji i goleniu. Nałozony na podrazniona skórę momentalnie chłodzi i łagodzi, zmniejsza zaczerwienienie.

Jest tez łatwy w zrobieniu,  potrzebujemy jedynie mikserka do kawy, i
10% wyciąg z aloesu -      10 % objetości        
 D-pantenol 75%             tyle kropli ile ml planujemy docelowo uzyskać produktu
woda
guma ksantanowa dosypywana w bardzo małych ilościach, do uwyskania pożądanej konsystencji. Gume radze dodypywac po troszeczku i sypiąć a nie wurzucając całośc od razu, ponieważ lubi sie zbijac w grudki.

Na ZZK przepis jest na 50 ml, trwałóść produktu to 3 tygodnie w lodówce nie zawsze zużyjemy całóśc w tak krótkim czasie. DLatego ja robie mikro porcje po 10 lub 20 ml.


piątek, 1 lutego 2013

Zanim siegniemy po minerały

musimy przygotować skórę, minerały dadzą nam świetny efekt i piekny makjiaż ale wymagają dobrego przygotowania skóry. Zaczynamy od codziennej pielęgnacji. Dobrej, rozsądnej i dopasowanej do potrzeb naszej skóry. Po za oczyszczeniem i nawliżeniem potrzebujemy peelingu. Minerały potrafią złosliwie podkreślać suche skórki.
Po za peelingiem podczas OCM dobrze jest wykonac dodatkowy raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie.
Ja wykonuję peeling ezymatyczny z BU. Przyjemny produkt, w najblizszym czasie nie planuje zamieniac go na coś innego, ponieważ spełnia swoje zadanie, ładnie złuszcza i nie podrażnia. I jest w rozsądnej cenie.
Przygotowuje go zawsze podobnie na oczyszczona skórę, psikam hydrolat. Peeling rozrabiam w miseczce z wodą lub hydrolatem, na całą twarz wystarczy kopiasta łyzeczka do herbaty. Gotową papke nakładam pędzlem typu języczek. Najwygodniejszy sposób nakładania wszelakich maseczek na twarz.
Trzymam 10-15 minut, gdy warstwa kosmetyku zaczyna podsychac ponownie pryskam hydrolatem, całość  zmywam wodą za pomocą ściereczki z mikrofibry.

Pod same minerały dobrze połozyc jest bazę silikonową, pięknie przedłuza makijaż. Tyle tylko ze silikony robią krzywdę mojej skórze i skończyło by sie to kolejnym wysypem. Tak ze do rozważenia.

Zamiast bazy silkonowej mozna też zastosować primer sypki. Ostatnio odkryłam puder bambusowy z BU. Fajnie współpracuje z minerałami przedłuza twałość makijazu i stosowany dodatkowo jako puder pieknie matuje moja tłusta twarz. Moze przesuszać suche miejsca dlatego stosuje tylko w strefie T.
Minusem jest to że przychodzi w plastikowym pudełku, które udaje typowe pudełko  z sitkiem na puder. Proszek sie rozsypuje a jak chcemy nasypać produkt na wieczko to nie wysypie sie nigdy dobra ilość. Chyba wolałabym otrzymac produkt w woreczku i przesypać go do sensownego pojemnika.


czwartek, 31 stycznia 2013

Mineralnie- idealnie?

Minerały, czyli kosmetyki mineralne sypkie zamknięte w słoiczkach, tajemnicze.
Modne w sieci od kilku dobrych lat, wśród znajomych nikt o nich nie słyszał. Czyli kolejny produkt wypromowany w sieci, dostepny tylko przez internet i modny.
Czy warto ? Zdecydowanie. Od roku nie czuje potrzeby powrotu do tradycyjnej kolorówki.

Zanim zaczne opisywać moje przygody z minerałami zaczne od przunudnawego ale ważnego wstępu i paru ostrzezeń.

Minerały to nie kosmetyk idealny tez mają wady a najważniejszą z nich jest to ze mogą w połączeniu z sebum byc komedogenne, u mnie na szczęście tak sie nie stało, ba nawet uspokoiły moją cerę.

Wbrew temu co jest pisane na wielu blogach nie uważam zeby minerałami mozna było osiągnąć super krycie i efekt photoshopa, za to naturalny wyglą świeżej, wypoczętej i zdrowej skóry jak najbardziej. Bardzo lubię widok w lustrze mojej skóry " ach jaka jestem naturalnie ładne i wyspana" mimo nieprzespanej nocy od dobrego roku.

Trzeba sie też nauczyć że podkładem nie maskujemy wszystkiego, pamietam jak to była wygoda przy drogeryjnych płynnych podkładach sińce- zakryte, przyszcze- zakryte, przebarwienia-też, zaczerwienienia tak samo. A tutaj zaczerwienienie- zielony korektor kolorytu, pryszcz- korektor, sińce inny korektor pod oczy.

Paradoks: minerały najlepiej trzymają sie na silikonowej bazie. Nie ma w tym nic dziwnego ale po to sięgamy po minerały żeby unikac silikonów. Trzeba troche pokombinować z dobraniem mineralnego primera i kremu.

Minerałami nie da się zamaskować znacznych sińców pod oczami. Albo krycie jest za małe albo wchodzą w zmarszczki.

Do makijazu potrzebujemy pędzli i  to kilku, mozna owszem stosować gąbki do makijażu lub palce ale jest to naprawdę wyższa szkoła jazdy.

Umywalka lub toaletka na początku waszej przygody z minerałami będzie brudna.

Minerały  (mika) destabilizują Parsol czyli filtr, osłabiają więc ochronę przeciwsłoneczną kremów, trzeba dobrać taki którego składniki nadają sie do stosowania z minerałami.

W przypadku kosmetyków drogeryjnych mamy odcienie jasny-ciemny, czasami też różowy- żłóty, w przypadku minerałów dobór kosmetyku jest czasochłonny i nieprzyjemny dla portfela. Odcienie sa od bardzo jasnych do bardzo ciemnych. A tonacje: chłodna-zimna- neutralna i co jest nowe oliwkowa.
Na poczatku żeby dobrac kolor czytamy godzinami o tym który moze nam pasować, ogladamy swatche w necie, kupujemy stos próbek i mażemy sie przez tydzień. Nie każdy ma czas i ochote na to.


I na końcu: minerały bywają złośliwe i ciemnieją na twarzy, lub zmieniaja odcień na przykład na cegiełkę lub żółty. Co sprawia znaczny problem przy dobrym dobraniu kosmetyku. Bo przecież nie mamy wyglądac dobrze tylko jak po wykonaniu makijażu spojrzymy sie w lustro, ale przez cały dzień.

wtorek, 29 stycznia 2013

OCM uaktualnienie. Przegląd ściereczek.

Metody przedstawiac nie trzeba. Jest super, mimo ze póbowałam innych metod, w tym kremu z Alterry ( wycofywany grrrrr, pewnie dlatego ze jest super)  co tu dużo mówić łatwiejszych w stosowaniu po pierwszej niespodziance wracam do OCM. Po kilku miesiącach doszłam juz do wersji której sie trzymam.
Mieszanka idealna dla mnie czyli cera bardzo tłusta na nosie, tłusta na czole i brodzie a normalna, naczyńkowa i wrażliwa na policzkach to 20 % oleju rycynowego i 80% oleju z pestek winogron. Doszłam też do tego, że nie na codzień zmywam oleje gorącą wodą, wystarczy bardzo ciepła woda z kranu. Oszczędzam w ten sposób czas.

A teraz przegląd szmatek:
- zwykła tetra nie nie nie, drapie i podrażnia
- muślin lepiej zdecydowanie niż tetra, ale drapie mocno i taki peeling mechaniczny to lepiej nie fundowac sobie częściej niz raz na tydzień
- mikrofibra- to jest TO
            - ta z PEPCO bardzo tania 6 szmatek za 10 zł, nie polecam, nie chłonie, ciężko zmywa mieszankę z                twarzy
             - z bieronki do szyb, żółta,nie,  jest za miękka
                                      wersja niebieska- jest OK
              - i ideał czyli szmatka z Lidla ( dwie za 7 czy 8 złotych)


A i chciałabym was przstrzec przed chyba najczęstrzym błędem popełnianym przy pierwszysm OCM, czyli czytam sobie o fajnej metodzie, chce spróbowac i bierzemy na szybko to co jest w zasięgu ręki. Dodatkowo myślimy sobie ej wezmę wiecej oleju rycynowego i wychodzi nam mieszanka 30% oleju rycynowego i 70% oliwy z oliwek. BŁĄD!! To najszybszy sposób zeby spowodowac wysyp pryszczy i podrażnić skórę.
Zaczynajcie od 10 % oleju rycynowego i innego oleju niz oliwa z oliwek np lnianego lub z pestek winogron. Jak z OCM wam nie wyjdzie to zuzyjecie w kuchni.

Dlaczego blog?

Skąd mam pomysł na bloga i dlaczego go piszę. Hmmm jest on dla mnie formą pamiętnika urodowego, dzięki niemu zapamietam dokładnie czego uzywałam.
A co wazniejsze jest to miejsce do wygadnaia się bo znajomi mają juz dość słuchania o kosmetykach, zabiegach, urodowych rytuałach, kręceniu własnych kosmetyków, składnikach, złych składnikach, komedogenności.

Nikt mi nie wierzy że w tradycyjnych kosmetykach sa skaldniki, które niekoniecznie nam służą. Nie chcą nie muszą :) Jak wolą wierzyc w reklamy, marki i ładne opakowania- mogą, ja już ten etap mama za sobą. To że pozbyłam sie trądziku, przetłuszczenia skóry i innych niedoskonałości. Usłyszałam że to kwestia wieku, bo wyrosłam z problemów skórnych, taa tyle ze jest korelacja czasow miedzy zmianą pielęgnacji a poprawą mojej cery. Nie mam juz też przesuszonych dłoni i skóry.

Mąż sie jakoś przyzwyczaił do tego że jedna płka w lodówce to półprodukty, masła roślinne i oleje. I do tego że raz na jakiś czas siedzę i cos tam kręcę. Cóż kazdy ma jakieś hobby.

Granica stosowania domowych kosmetyków.

Kocham domowe kosmetyki i te z półproduktów, za cenę za działanie za nie robienie mi krzywdy. Za to że sama decyduję co wsypię do kociołka :) za poczucie że kontroluję co stosuję.

Jednak jak wszystko kosmetyki własnej roboty mają tez swoje ciemne strony.
Podstwą jest czystość kosmetyku, jak nie mamy mozliwości zdezynfekowania miejsca pracy, pojemników, akcesoriów to lepiej kupić gotowy kosmetyk niz bawić sie samemu.

Kolejna ważna rzecza jest badanie pH gotowego produktu. Substancje czynne działają w określonym zakresie pH gdy jest ono za wysokie lub za niskie to substancja moze nie działać lub co gorsza szkodzić.

I rzecz absolutnie dla mnie niezrozumiała czyli domowe kuracje kwasami. W ten sposób mozna sobie zrobic dużą krzywdę. Są produkty które spokojnie, bez większej wiedzy, pracy czy uwagi mozemy bez obaw kłaśc na twarz jak oleje, którymi trudno sobie zrobic krzywdę i są takie które omijajmy jak kwasy.
jak juz chcemy to wybierzmy sie do SPRAWDZONEJ i dobrej kosmetyczki- kosmetologa.

Równiez uważałabym przy własnych autorskich przepisach bezpieczniej stosować albo gotowe produkty z BU lub trzymac sie sprawdzonych juz przepisów.

Nowa miłość, nowe uzależnienie: serum z wit C

Moja nowa miłość, serum z witaminą C domowej roboty. Niesamowicie tanie, wygodne, łatwe w zrobieniu. Efekt działania jest po prostu piękny skóra jest czysta, znika szary odcień, mam nawet wrażenie że zmniejszyły sie rozszerzone naczyńka :) Twarz wygląda promiennie i pojawia się blask, ha nawet nie sądziłam ze moja skora to potrafi ale pojawia sie efekt "glow" jak w kremach BB.
Ponad to witamina C pomaga nam w walce z fotostarzeniem idealne połączenie z filtrami na lato.


Serum ma jednak kilka powaznych wad po pierwsze serum jest lepkie i klejące, trzeba odczekać kilka, kilkanaście minut zanim nałozymy coś więcej czy krem czy filtr. Serum nie ma chyba większego wpływu na nawilżenie. I niestety zdaża się że serum powoduje szczypanie, u niektórych przechodzi przy kolejnych aplikacjach, u innych niestety nie.
I wada największa chyba serum uzależnia, jak przerwiemy stosowanie efekt pięknej skóry stopniowo zainika. Pojawia sie szaru odcień. Wszystko oczywiście znów jest super jak wrócimy do kosmetyku.


I oto stosowany przeze mnie przepis:

- 1ml kwasu askorbinowego w proszku ( z ZSK)
- 3-4 krople spirytusu
- 5 kropli wit E ( z ZSK)
- dopełniam do 5 ml wodą destylowanej ( lub lepiej wodą do iniekcji)
Stężenie w serum wynosi 20%, na początek jednak radzę wsypać połowę witaminy C ( 0,5 ml.)
pH powinno być w okolicy 3.

Wszystko trzymam w butelce z ciemnego szkła w lodówce przez dwa tygodnie. I co ważne nie stosujcie butelek z pipetą, serum powinno być zamkniete, bez kontaktu z powietrzem, dlatego lepszy będzie  kroplomierz.

Większość  z przepisów podaje proporcje na 10 ml produktu, nie róbcie tego, bez konserwantu ( a po co nam konserwant?) serum ważne jest dwa tygodnie, stosując nawet codziennie nie zużyjecie 10 ml. Ba nawet 5 ml to jest dużo.
Produkt stosuję codziennie rano, przez dwa tygodnie. Następnie robie około miesięczną przerwę. I tak naprawdę wracam kiedy widzę że znów wygladam na zmęczona.

Dostępne sa również inne postacie witaminy C, nieco droższe za to mają swoje zalety, których nie posiada kwas askorbinowy w proszku.
- Sodium Ascorbyl Phosphate  - sól sodowa monofosforanu kwasu askorbinowego czyli stabilna postać witaminy C tu uwaga dla odmiany pordukt powiniem miec ph powyżej 8 za to można z niego wykonac serum z kwasem hialuronowym, pantenolem i na bazie hydrolatu. Po za działaniem witaminy C serum ma tez działanie nawilżające.

Oraz bardzo fajna sprawa: tetraizopalmitynianu askorbylu czyli estrowa pochodna kwasu askorbinowego.( z Mazideł)
Droga, prawie 20 złotych za 2 gramy za to mozna spokojnie wymieszać z olejem i stosować na noc zamiast kremu. Super zaletą jest całkowity brak podrażnień i szczypania co niestety przy kwasowej formie witaminy C sie jednak dzieje.